Gdy rozum mówił „dobranoc”, serce mówiło „czytaj”.
Serce zawsze wygrywa.

Piękna. Prawdziwa. Inspirująca. Rozdzierająca serce. Bo „It Ends with Us” to jedna z tych książek, które pozostawiają trwałą bliznę na sercu. To jedna z tych książek, których nie jest się w stanie odłożyć. To jedna z tych książek, przez które nie możesz spać. To jedna z tych NIELICZNYCH książek, które uwielbiam. Uwielbiam całą sobą.

Lily, główna bohaterka powieści, stała się dla mnie bohaterką w każdym tego słowa znaczeniu. Pomocna, kochająca, wyrozumiała, odważna, myśląca o swoich bliskich. Kiedy poznaje przystojnego neurochirurga, jej życie, prawie jak z bajki, z czasem zamienia się w koszmar. Czy to fikcja, czy to sen na jawie, czy to wydarzyło się na prawdę?
Lily kieruje się głosem serca, zawsze. Nawet wypowiadając słowa „It Ends with Us” kierowała nią największa miłość z możliwych.

Podczas lektury książki czułam się, jakbym tonęła. Tonęła w głębokim oceanie. Oceanie uczuć, które mi towarzyszyły. Miłość, współczucie, smutek, nienawiść, zrozumienie, nadzieja, ulga, zaskoczenie, rozczarowanie…
Ciągła sinusoida, która odbiera powietrze, przez którą nie możesz oddychać.

I zakończenie. Zakończenie, którego się spodziewasz, bo choć rozum Ci mówi, że tak to właśnie powinno i miało się skończyć, to serce wyrywa Ci z piersi krzyk buntu i całkowicie się z tym wszystkim nie zgadza.

To właśnie ta słabość, która ukryta jest między wierszami książki, powoduje, że serce chce dać kolejną szansę. I kolejną i kolejną i kolejną… A rozum puka cię po głowie i mówi *ogarnij się*.

„It Ends with Us” nie jest kolejną miłosną historią.
To historia o wyborach. O wyborach, których dokonujemy. O tych złych i tych dobrych. Z myślą o sobie. I z myślą o najważniejszych osobach w naszym życiu.

To historia, która wydarzyła się naprawdę. I wydarza się każdego dnia.

 

Love, I.

Nie bądź żyła! Podziel się: